wtorek, 21 kwietnia 2015

Od Newt'a CD Charm

Popędziłem w stronę zachodniej granicy. Nagle, zupełnie znikąd, na drodze stanął nam sarupun. Głodny sarupun. Odwróciłem się za siebie i starałem dostrzec Charm, lecz jej nie było. Nie pozostało mi nic innego, jak uciekać. W pojedynkę nie miałbym szans z tym stworem.
Rzuciłem się do ucieczki.
-Uważaj! - Usłyszałem głos wadery.
Okazało się, że Charm wcale nie uciekła, a pobiegła po pomoc, za co byłem jej dozgonnie wdzięczny.

* Pół godziny później *

-Przejdziemy się? - Spytałem wadery.
-Jasne - Odparła Charm. - Coś się stało?
-Chciałbym ci podziękować. No wiesz, sprowadziłaś przecież pomoc - Mówiąc to lekko się uśmiechnąłem.

<Charm?>

Od Secretii

Ostatnio niewiele działo się w watasze. Same nudy... nawet szarakom nic się nie chciało robić. To był już szczyt, szczytów! Postanowiłam urządzić przyjęcie. Wybrałam najmniej odwiedzane miejsce (nikt o nim nie wiedział):


Rozwiesiłam tam kilka rzeczy i upolowałam szaraki i jelenie. Wszystko już tam czekało. Brakowało jednego...muzyki... i zaproszeń. Do śpiewania zagoniłam ptaki. A w zaproszeniach napisałam:
Witam,
zapraszam na drobne przyjęcie (o północy początek!). Oto jak do niego dotrzeć:
Pięć mil na zachód, od wschodniego jeziora. A stamtąd dalej poprowadzi Was słowik....

No, niby żaden oryginał ,ale zawsze coś. Napisałam tego mnóstwo i rozesłałam po całej watasze.Kiedy skończyłam nie mogłam się już doczekać... Wreszcie nadeszła 23. Przybył pierwszy wilk...
<Ktosiu?> Czas rozruszać watahę!

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Od DarkFlame CD DarkMoon


Gdy leżałam na ziemi poczułam coś dziwnego. Takie uczucie to był mój dodatkowy zmysł. Odczuwałam go gdy mojej siostrze coś groziło. Ale moja siostra nie żyje...sama to wtedy widziałam. I nic nie zrobiłam. To była moja wina.
-Hm...coś tu jest nie tak.-mruknęłam sama do siebie i podniosłam się z ziemi. Wytężyłam słuch. Cisza jakaś taka.... niepokojąca. Postanowiłam pokrążyć przy granicy...może jakaś wataha próbuje przejąć nasz teren.
Przeszłam kawałek i poczułam to samo uczucie jakby moja siostra mnie wzywała i błagała o pomoc....tak jak tamtej nocy. Nie daruję sobie tego, że stchórzyłam...bałam się. Postanowiłam sprawdzić wszystko z góry. Powoli rozkładałam skrzydła. Bolały długo ich nie używałam. Pobiegłam kawałek i wzbiłam się do lotu. Teren wyglądał całkiem spokojnie. Tak normalnie. Przeleciałam dwa kółka i w pewnym momencie coś zauważyłam. Podleciałam bliżej i zorientowałam się, że to Moon leżąca w przepaści na półce skalnej. Jednym szybkim ruchem zmieniłam kierunek lotu w dół przepaści. Gdy do niej podleciałam i stanęłam na półce skalnej była ledwo przytomna. Wyczułam, że ta półka długo nie wytrzyma.
-Moon?
-Flame...ta półka ona się kruszy- powiedziała skulona i przerażona... bliska płaczu Moon.
-Wiem musimy cię stąd wydostać.
-Za wysoko na wspinaczkę.
-Spokojnie po prostu zamknij oczy i się rozluźnij.-poinstruowałam ją.
Podeszłam do wadery i uniosłam ją. Napięłam mięśnie i skoczyłam do lotu. Moon była ciężka i z wielkim trudem dotarłam z nieprzytomną waderą do najbliższej wolnej jaskini. Ułożyłam ją pod skałką. A sama wyczerpana położyłam się przy wejściu. Musiałam chwilkę odpocząć.
*Po dwudziestu minutach.
Przebudziłam się. Moon jeszcze spała. Po cichutku wymknęłam się z jaskini i ruszyłam coś upolować dla śpiącej Moon. W lesie było ciemno ale poruszałam się bez problemu. Wyczułam młodą sarnę. Podążyłam jej tropem. Gdy ją odnalazłam naprężyłam mięśnie i skoczyłam. Dowlokłam młodą sarnę do jaskini i położyłam ją obok Moon. Byłam tuż przy wyjściu z jaskini już miałam wyjść ale zawahałam się. Podeszłam jeszcze do wadery i sprawdziłam czy żyje. Gdy upewniłam się, że wszystko jest z nią okej wybiegłam pozostawiając śpiącą waderę. Domyślałam się, że kilka dni będzie musiała poleżeć więc pozostawiłam jej sarnę. Doszłam do swojej jaskini i położyłam się tuż przy wejściu obserwując jakiegoś owada, który natarczywie brzęczał mi tuż przed nosem. Znudziło mi się to więc wściekle kłapnęłam na niego kłami. Owad odleciał tylko na chwilę ale za raz powrócił do dręczenia mnie więc odpuściłam i zasnęłam.
<Moon?> 

Od Charm Cd Newta

Miałam pewne podejrzenie co do miejsca pobytu Alphy. Nie mogłam jej jednak wyjawić  Newtowi byłaby to .. zdrada wobec wszystkich wader. Wykrzywiłam pysk nie wiedząc co zrobić.Nastała cisza przerywana ostrym powiewem wiatru.
-Może..Przejdźmy się po granicy, istnieje też możliwość że Blue się zgubiła- Uśmiechnęłam się pocieszająco.
-Dobrze- Odpowiedział obojętnie. Gdy przeanalizował wszystko w głowie na jego pysku pojawiła się nadzieja. Mimowolnie uniósł łapę i wykrzywił pysk.
-Pośpiesz się, musimy ją znaleźć.
                                                                        <Newwt?>

Powitajmy Inuyashe!

Animation- Ending by Ronkeyroo


Imię: Inuyasha
Pseudonim: Inu, Blood, Hunter
Płeć: Basior
Wiek: 4 lata.
Charakter:  Blood jest specyficznym basiorem, który nastrój zmienia jak rękawiczki. Raz pogodny, miły i po prostu sypie kwiatki na drodze, innym razem ma ochotę zabijać spojrzeniem. Niestety, ale matka natura nie nagrodziła go tą zdolnością, więc chłopak musi radzić sobie sam. Hunter jest cyniczny oraz sarkastyczny. Od zawsze uwielbiał się tym posługiwać. Nie jest zdemoralizowany. Jest po prostu... Emm... Nie lubi nudy. Nie jest tez chamski. On tylko tłumaczy, dlaczego ma rację.
Hunter uwielbia wszelki ruch i próba ogarnięcia jego nieskoczonej energii jest bezcelowa. Basior ten wielbi ruch ponad życie.
Nie znaczy jednak to, że nie wie, co to miłość. Otóż wie. Nigdy jeszcze nie kochał żadnej wadery, ale ma nadzieję, że zmieni się to wkrótce. Basior ten jest także odważny. Nie boi się postawić na swoim i mało kiedy ustępuje. Nie jest przede wszystkim agresywny. Nie skrzywdziłby nikogo, kto nie zalazł mu za skórę.
Rasa: Wilk Mroku.
Moce:

  • Ma trującą krew, która po kontakcie ze skórą, futrem, ciałem, lub czymkolwiek, "wyżera" to. Ma działanie podobne do bardzo żrącego kwasu.
  • Potrafi sprawić, by z oczu, przeciwnika zaczęła wypływać krew, a on sam się wykrwawił, gdyż tego krwotoku nie dałoby się zatamować.
  • Potrafi otoczyć się żrąca mgłą.

Stanowisko: Szpieg.
Hierarchia: Zwykły Wilk
Zauroczenie:-
Partner: Szuka
Rodzina:-
Potomstwo: -
Ciekawostki: Potrafi zmieniać się w człowieka.


Głos

Od Newt'a

Chodziłem po łące przed jaskinią bez celu. Już długo nie widziałem Blue i zacząłem się trochę martwić. Podczas takiego kręcenia się w kółko, wpadłem na Charm.
-Wybacz, nie uważałem - Powiedziałem.
-Nic się nie stało. Co jest? - Spytała wyraźnie zdziwiona Charm. - Normalnie się tak nie zachowujesz.
-Martwię się o Blue.
-Ja też jej długo nie widziałam. Nie martw się, na pewno potrzebowała odrobiny spokoju.
-Ufam.
Wbiłem wzrok w ziemię. Uniosłem je potem na Charm, która chciała coś powiedzieć.

<Charm?>

Od DarkMoon

Przez następny tydzień chodziłam za DarkFlame jak cień, gdzie ona tam i ja. Nie chciałam by mnie zauważyła, wolałam ją lepiej poznać przed wyjawieniem prawdy. Przeżywałam to bardziej niż się spodziewałam, radziłam sobie sama przez całe życie. DarkFlame nie miała zbyt wielu znajomych, zwykle polowała. Nie wiedziałam co ją spotkało i nie wiedziałam czy chce wiedzieć. Pamiętałam co spotkało mnie w cyrku. Na początku prawie nie jadłam, o wszystko trzeba było walczyć. Dopiero po jakimś czasie ktoś się zlitował i staną w mojej obronie. Mimo że było mi dobrze postanowiłam uciec i odszukać siostrę, miałam nadzieję, że nie będę żałować tej decyli. Z zamyśleń wyrwał mnie odgłos łamanych gałęzi. Wyjrzałam z jaskini, Flame znowu gdzieś się wymykała. Z moich obserwacji wywnioskowałam, że to norma. Bezszelestnie wysunęłam się z jaskini i poszłam za nią. Utrzymywałam się w bezpiecznej odległości, wiedziałam jaka potrafi być niebezpieczna. Doszłam za nią nad jezioro blisko klifu i ukryłam się w krzakach. Zobaczyłam jak Flame zasadza się na jelenia. Widziałam, że była skupiona i gotowa do ataku. Przywarła do ziemi i skoczyła. Chwilę potem jadła swoją zdobycz. Westchnęłam.
-Czemu ona ciągle poluje?- miałam już tego dość. Chciałam się czegoś o niej dowiedzieć a tu nic. Usłyszałam odgłosy własnego żołądka i postanowiłam, że teraz moja kolej na polowanie. Podążyłam za tropem i doszłam do szarego zająca. Przywarłam do ziemi, już wyobrażałam sobie mój posiłek. Skoczyłam, niestety nie zauważyłam przepaści za szarakiem. Zatrzymałam się tuż nad przepaścią. Gdy odetchnęłam z ulgą ziemia pode mną nie wytrzymała mojego ciężaru. Runęłam z klifu, na szczęście spadłam kilka metrów niżej na skalną kładkę. Byłam cała obolała, próbowałam się podnieść ale upadłam z jękiem na ziemię. Nie mogłam ruszać tylną łapą. Spojrzałam w górę, wspinaczka nie wchodziła w grę. Nie wzywałam pomocy, wiedziałam, że nikt mnie nie usłyszy. Zwinęłam się w kłębek, nie wiedziałam co robić.
<DarkFlame?> 

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Od Rosie

Był piękny wschód słońca. Wstałąm przeciągnełam się i ruszyłąm na poranną przechadzkę.
Odnalazłam małą ,skrytą polankę. Położyłam się u małego strumienia który przez nią płyną.
Tak wrzeszło ślońce świecąc nad moją głową. Zachciało mi się pić. Więc napoiłam się ze struminia płunącej wartko wody. Nagle usłyszałam kroki. Nasłuchiwałam nagle poczułam na sobie wzrok. Odwróciłam swój łepek, i zauważyłam tam wilka.


<Kto odpisze?>

Od Blue CD Charm

- Co to?
- Nie wiem!
- Ja nie mogę... To coś dużego!
- Może lepiej uciekać.
- Dobry pomysł!
Zaczęłyśmy uciekać przed tym stworem, którego jeszcze nie zidentyfikowałyśmy.

<Chaaaaaarm?>

Od Newt'a

Wstałem wcześnie rano. Wybrałem się na polowanie, na którym udało mi się złapac dwa szaraki. Myślałem, że to trochę potrwa, lecz jednak się myliłem. Uwinąłem się w pół godziny. Gdy wracałem do jaskini, aby jednego zająca dać Blue spotkałem Zayebystego i Mango, którzy ganiali się po łące. Przywitałem się i poszedłem dalej.

*20 minut później*

Podszedłem do jeszcze śpiącej wadery. Gdy usłyszała, że ktoś jest w jaskini natychmiast otworzyła oczy.
-Witaj - Powiedziałem kładąc przy niej zdobycz.
-Witaj - Odparła z uśmiechem. - Dziękuję. A ty już jadłeś?
-Owszem. Mam wspaniałe pla... - Nie dokończyłem, gdyż przerwał mi nagły i zupełnie niespodziewany wrzask wadery.
-Newt! To już!
-Ale co już...?
- JA RODZĘ.
-O... Kurde... Kurde, kurde, kurde...
Zacząłem panikować. Dopiero solidny "liść" od Blue mnie uspokoił.
- CO ROBIĆ? - Krzyknąłem.

<Blue?>

niedziela, 12 kwietnia 2015

Amaranth awansuje na stanowisko Dowódcy Czarnych Magów!

Gratulujemy!

Od Amaranth

Siedziałam pod drzewem na łące. Wydawało mi się, że idzie w moją stronę wilk, ale najwidoczniej słońce mnie trochę przygrzało i miałam już zwidy. Potrząsnęłam głową i skierowałam się w stronę, z której przyszłam. Lecz mimo że szłam do przodu, sylwetka wilka nie znikała.
Byłam już naprawdę blisko zjawy. Dzieliło nas niecałe 200 metrów. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że idę w stronę wilka, który nie należy do naszej watahy. Który nie należy do żadnej watahy. Że idę w stronę wilka, który jest magiem.
Nie był nastawiony przyjacielsko. Jego czarna sierść nastroszyła się i odbijała promienie słońca, wargi podniosły się do góry i obnażyły rząd białych, ostrych zębów. Oczy zaświeciły się za czerwono.


-Witaj. - powiedział nieco zachrypniętym głosem.
Nic nie odpowiedziałam tylko przygotowałam się do ataku.
Na pierwszy rzut oka wilk wydawał się ode mnie mniejszy, lecz już po chwili przekonałam się, że nie stał wyprostowany.
Na szczęście niewiele mnie przewyższał. Jego żywiołem była prawdopodobnie magia. Potrafił wyczarować różne przedmioty przede mną, aby utrudnić dojście do siebie - nie wiedziałam, które były iluzją, a które prawdziwymi przeszkodami.
Zamknęłam oczy. Spróbowałam wyłapać jego umysł w pobliżu. Zadać ból. Torturować.
Byłam bezwzględna. Nagle uruchomiły się wszystkie moje zmysły. Zawładnęła mną furia. Moc przeciwnika słabła. Przedmioty, które były iluzją zaczęły blednąć i znikać. Mogłam baz trudu do niego dojść.
Zaczęła się walka na kły i pazury.
Mag atakował szybko i zawzięcie, musiał mieć jakąś moc, która pozwalała mu się tak szybko poruszać. Zauważyłam, że dotrzymuję mu kroku - poruszałam się równie szybko, mogłam nawet szybciej.
Przeciwnik miał tak wiele ran, że upadł przede mną i zamienił się w piasek. Może to jakaś przypadłość magów?
Odetchnęłam z ulgą. Popędziłam w stronę lasu, zdyszana napiłam się z rzeki.
-Co się stało? - usłyszałam czyjś głos za plecami.
<Ktoś?>